Feeds:
Wpisy
Komentarze

Bóg

Powiedziałeś mi kiedyś, że wierzysz w Boga.

Starzec machnął ręką. Może, rzekł. Ale nie mam zaś powodu myśleć, że on wierzy we mnie. Och, chciałbym go zobaczyć choć na chwilę.

Co byś mu powiedział?

No, myślę, że po prostu coś tam bym powiedział. Powiedziałbym: Zaraz. Zaraz, zaraz, zaraz, zanim się zaczniesz mnie czepiać. Zanim coś rzekniesz, chciałbym się o coś spytać. To on powie: A o co? To wtedy ja się go spytam: Po co żeś mnie tu właściwie wpakował w tę całą zasraną zabawę, co? Nic, a nic żem z tego nie skapował.

Suttree uśmiechnął się. Jak myślisz, co odpowie?

Szmaciarz splunął i otarł usta. Nie widzi mi się, coby on mógł na to odpowiedzieć, powiedział. Nie widzi mi się, że w ogóle jest jaka odpowiedź.

Reklamy

4

Czwarta rano przesuwa się po krawędzi świtu. Jeszcze zaspana zrywa zasłony nocy budząc nieśmiało nowy dzień. Jak zwykle bardzo zapracowana, wypuszcza na ulicę swoje sługi.

Czwarta rano to prawdziwa godzina duchów. Tych których się nie spotyka, których mija się bezgłośnie ledwie zauważając ślady ich obecności. A przecież są tutaj. W każdym przesuniętym krześle, w niedomkniętych drzwiach, niezgaszonym świetle. Jeśli nie wierzycie spytajcie nocnych stróżów. Oni codziennie wyczekują na przybycie duchów, czasami z niechęcią, czasami z nadzieją. Wymieniają z nimi zdawkowe powitania poganiane natłokiem czekającej pracy i zapadają się w fotele ostatnich godzin służby.

Czwarta rano to jedyna godzina, podczas której duchy mogą spotkać swoją młodość. Beztroska i pijana zatacza się do domu po całonocnej imprezie, nieświadoma tego co dzieje się wokół niej. Od czasu do czasu jeden z duchów nieuważnie zwróci wzrok w jej kierunku i na moment ich spojrzenia się spotkają. Nim w zawstydzeniu opuszczą głowy dostrzegą w odbiciach przekrwionych oczu te resztki wiary ulatniające się w chłodnym powietrzu i zrozumieją, że nic ich nie różni, mimo, iż tak wiele ich dzieli.

Czwarta rano to godzina ciszy, w której tak łatwo dzieli się intymność. Każda czynność trwa dłużej, przelewa się spokojnie między palcami nieniepokojona wścibskim wzrokiem innych. Godzina duchów, godzina nadziei, godzina zmian, po raz kolejny uśmiecha się do mnie tańcząc zwinnie na krawędzi świtu.

Ogniska

„Tej nocy, po kilkudziesięciu latach znów mi się śniła zawieja motyli; tamte były żółte, te dzisiejsze białe; tym razem była ze mną we śnie moja córka Magda, trzymała mnie za rękę i chyba ratowała, bo białych motyli przybywało i z wolna zaczynały dusić, ale i tak piękna śmierć się zapowiadała. Tym piękniejsza, że nad samym ranem w przebłysku półprzytomności nagle mi się uroiło, że jestem kimś, kto rozumie przeraźliwą wyrywkowość świata. Nagle ujrzałem, że świat jest wielkim polem pełnym niesymetrycznie rozłożonych ognisk; trzeba nieustannie iść od płomienia do płomienia; gasić i wzniecać; iść przez ciemność, iść przez jasność; ktoś opowiada o niebezpiecznych ładunkach, które mogą wybuchnąć lada chwila; nagle uroiło mi się, że wiem, jak trzeba pisać i jak trzeba zdawać sprawę z wyrywkowości, bo poza nią nie ma niczego; jak pokazywać ogniska i ścieżki pomiędzy nimi i jak pamiętać o sile wszędzie podłożonych ładunków, i jak wyzwalać się z życia dla spazmu miłosnego.”

Człowiek z ananasem

To jest jak z tym dziwnym obszarem internetu. Od razu możesz się zorientować, że tam jesteś. Czujesz jak dziwny chłód przebiega twoje ciało, a po głowie zaczynają krążyć mroczne myśli. Jak tu trafiłem? Jaki chory zbieg okoliczności sprawił, że znalazłem się w takim miejscu? Cóż za wypaczony umysł je stworzył?

To jest jak z tym dziwnym obszarem internetu, tylko, że w rzeczywistości. Rzeczywistości, w której ludzie biegają w nocy po ulicy, ewidentnie przed czymś uciekając, chociaż pościg nie nadciąga z żadnego kierunku. Chowają się za murami kamienic i ściskają w zbielałych dłoniach ananasy.

W tym dziwnym obszarze rzeczywistości wszystko jest możliwe. Ostateczne rozwiązania stają się tylko przejściowymi kaprysami, puste umysły napełniają się nowymi, świeżymi pomysłami, a martwi wygrzebują z ziemi swoje przegniłe kości, by po raz kolejny spojrzeć w niebo.

Bardzo długo uciekałem od tego bloga. A może to on uciekał ode mnie? Ale dziś pora przegonić ghule, które się tu zagnieździły. Pora śmiałym szturmem zdobyć wzgórza delikatnego kurzu i obalić niepodzielnie panujące tu pajęczyny. Już się nie boję. Każdym kolejnym słowem buduje sobie mur, a w dłoniach trzymam odbezpieczony ananas.

Asleep

Witaj czytelniku. Nie ważne czy trafiłeś tu przez przypadek, czy czytasz ten blog już od jakiegoś czasu, zatrzymaj się na chwilę, rozsiądź się wygodnie i posłuchaj. To ostatni wpis tutaj dlatego mam ci coś ważnego do przekazania. To miejsce zostało założone tylko po to, by kiedyś je zamknąć. Myślałem, że nastąpi to w innym momencie, ale się pomyliłem. Coś we mnie pękło, coś co nie pozwala mi tego dalej ciągnąć.
Ostatnio po raz kolejny udowodniono mi, że jestem śmieciem. Kimś, kto nie jest wart nawet kilku słów prawdy. Widocznie sobie na to zasłużyłem. Jednak wy zasługujecie na trochę więcej, dlatego mam dla was kilka słów, które chce byście usłyszeli. Trochę prawdy, którą jestem wam winien.

M., przyjaciółko od zawsze, wiele razem się przeszło. Wiele szczęśliwych chwil, wiele tych smutnych, każda bardzo dużo warta. Szkoda, że ostatnio widywaliśmy się tak rzadko. Mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku. Wierzę, że co by się nie działo, poradzisz sobie. Jesteś silna, zawsze byłaś.

R., przyjacielu od zawsze, pewnie tu nie zaglądasz. I my zbyt rzadko się ostatnio widywaliśmy, trochę się nasze życia rozeszły. Zawsze ceniłem to, że miałeś zasady, których nigdy nie łamałeś i nie udawałeś kogoś kim nie jesteś. Nie daj się, nie zmieniaj tego.

A., ty raczej tego nie przeczytasz. Byłaś jedna z najważniejszych dla mnie osób. Nigdy cię nie zapomniałem. Burzliwy i przepełniony młodzieńcza głupotą był to czas, czas nauki wielu ważnych rzeczy, ale dziś każdą chwilę wspominam z uśmiechem. Zamknij oczy i nic nie mów. Ciesze się, że spotkałem cie na swojej drodze.

Panie P., od ciebie zawsze można było oczekiwać prawdy i za to cię szanowałem. Potrzeba na tym świecie ludzi, którzy nie boją się mówić co myślą, coraz rzadziej się ich spotyka. Wiele się ostatnio u ciebie działo. Oby następne miesiące przyniosły ci więcej spokoju.

I oczywiście drugi panie P.. Jak widzisz, nie wszystko się układa. Jednak jeśli jest coś co składa twój świat do kupy, to trzymaj się tego. Mimo wszystko warto przeć do przodu.

Rudy kocie. Szczerze żałuje, że nie mogłem być bliżej, że nie mogłem być niczym więcej poza wyobrażeniem, gdy tego potrzebowałaś. Jesteś świetną dziewczyna o zabójczym uśmiechu, więc zabijaj nim jak najczęściej. I oby nigdy nie zabrakło ci sił na rozwijanie swoich pasji.

O. z wielkiego miasta. Wiesz, że bardzo cię lubię, ale zawsze pozostawałaś dla mnie zagadką. Może to dlatego, że spotykaliśmy się od jednej do drugiej imprezy i chyba nigdy nie mieliśmy okazji usiąść spokojnie i porozmawiać. Tak to już chyba jest gdy ludzi dzieli duża odległość. Brakuje spotkań bez okazji i najprostszych rozmów.

J. i w tym przypadku muszę powiedzieć, żałuje, że nie mieliśmy okazji częściej porozmawiać w cztery oczy, bo byłaś jedną z najciekawszych osób jakie poznałem dzięki AM. A wiesz dobrze, że im więcej osób wokół tym szczelniej skrywam się za zasłoną milczenia.

Wracając na gdańskie podwórko, państwo A. i M., oby wam się dalej wiodło. Wyłapcie od siebie tyle szczęścia ile tylko zdołacie. Mam nadzieję, że wam go nigdy nie zabraknie. Pomimo wszystko.

D. i A., nadal się zastanawiam jak tak różni ludzie potrafią ze sobą wytrzymać. Pełnia huynji z pełnią radości. Z jednym świetnie się piło, z drugim rozmawiało. A może na odwrót. Sami zdecydujcie, które było którym.

M., jedna przypadkowa prośba o piosenkę, która zmieniła się w całkiem długą znajomość. Szkoda, że przez te wszystkie lata nasze drogi skrzyżowały się tylko raz. Chciałbym cię jeszcze spotkać.

K., P., A. byłyście tylko słowami, które nigdy się nie zmaterializowały, mniej lub bardziej przypadkowymi rozmowami, ale za każdą z nich dziękuję. Żałuję, że się nie poznaliśmy.

I ty K., nie potrafię się pogodzić z tym, że zniszczyłem naszą znajomość, zadręczam się tym. Mam ci tak wiele do powiedzenia, chciałbym wszystko wyjaśnić, ale chyba na to nie zasługuję. Nigdy wcześniej nie spotkałem kogoś takiego jak ty. Mam nadzieję, że gdziekolwiek będziesz i cokolwiek stanie ci na drodze, będziesz szczęśliwa, zasługujesz na to.

I wszyscy pozostali, którym zawdzięczam dobre i złe wspomnienia. Wszyscy dzięki, którym się śmiałem, wszyscy którzy zmuszali mnie do zastanowienia. Każdy z was był dla mnie w jakiś sposób ważny. Nie wymieniam was tu osobiście, ale pamiętam o was, zostawiliście swój ślad.

Tak naprawdę to tylko kilka słów i chciałbym z każdym z was po kolei usiąść przy stole i porozmawiać w cztery oczy. Tak mało mieliśmy ostatnio czasu na takie rozmowy. Niewiele wiem o życiu, ale wiem, że jeśli będziecie ze sobą rozmawiać to zawsze będzie szansa, by wszystko poukładać, naprawić. Jeśli macie komuś coś ważnego do powiedzenia, to nie odkładajcie tego na jutro, nie szukajcie odpowiedniego czasu, jutra może już nie być. Nie pozwólcie, by strach powstrzymał was od wypowiedzenia ważnych dla was słów. Nigdy nie wierzyłem w wielkie idee, wierzyłem w ludzi, wierzyłem w was, dlatego zawsze starałem się wam pomóc. Mam nadzieję, ze chociaż czasami mi się to udawało.

Nie mam pojęcia co teraz będzie, czuję się tak strasznie zmęczony. Stoję sam naprzeciw życia, którego się boję. Nigdy nie prosiłem was o pomoc, nie chciałem was męczyć swoimi problemami. Wydawało mi się, że ze wszystkim dam sobie rade sam. Teraz czuję, że jest już trochę za późno by prosić o pomoc. Zabrakło mi rzeczy, które pozwoliłyby odciągnąć moją uwagę od wewnętrznego bólu. Chciałbym o nim zapomnieć, nie czuć strachu za każdym razem gdy zamykam oczy. Czuję się jakbym zniszczył lub zgubił wszystko co było dobre w moim życiu, jakbym już nie miał się czego chwycić.

Gdybyśmy już mieli się nie spotkać…

Don’t feel bad for me

Jesień idzie, nie ma na to rady

Idę. Gdy wrócę spalę świat, ale teraz idę.

Pierwszy przyciąga mój wzrok. Może dlatego, że jako jedyny tu nie pasuje. Może dlatego, że jego niepasowanie nie jest nachalne. Nie pasuje niepasowaniem zwykłym i przez większość pomijanym. Nawet dokładnie nie wiadomo co w nim takiego niepasującego. Czy to ten zamyślony wyraz twarzy? Czy to, że siedzi skupiony, skwapliwie notując coś w swoim zeszycie? Nie przyszedł tu z tych samych powodów co inni. Może nie tylko ja mam w planach spalenie świata.

Po lewej grupka bawiących się dzieci, po prawej stara zjeżdżalnia i wypisane na niej świadectwa dorosłości…

 

Heh.. to co widzicie powyżej spisałem jakieś dwa miesiące temu. Wpis, który nigdy nie miał ujrzeć świata dziennego, bo zabrakło mi samozaparcia, by go skończyć. Szkic jednak został i teraz przypomniał o swojej obecności, ale o tym za chwilę.

Wrzesień, niby to jeszcze wakacje, a lato już zaczyna ustępować nadciągającej jesieni. Boleśniejsze to tym bardziej, że niewiele było w tym roku naprawdę słonecznych dni. A może to tylko moje złudzenie, bo większość z nich przesiedziałem w robocie? Swoją drogą, także, w tym sezonie, wyjątkowo niewdzięcznej. Pamiętam jak zaczynałem swoją przygodę z ochroną, cztery lata temu. Do dziś zastanawiam się, czy ludzie wynajmujący takie firmy ochroniarskie są świadomi tego co robią. Naprawdę, chyba nigdzie indziej nie widziałem tak wiele niedbalstwa, nieporadności i bezsensu jak tam. Chociaż, może właśnie o to chodzi. Byleby do przodu, byleby najmniejszym kosztem, póki nikt nie zauważy i nic się nie stanie, to możemy tak trwać. Nikt nie będzie się zabijał za tych kilka marnych złotych za godzinę. To powinno być ich motto. Nasze motto, w końcu hipokryzją byłoby stwierdzenie, że się do tych standardów nie dostosowywałem.

Powoli dociera do mnie, że kończą się ostatnie takie wakacje w moim życiu. Został ostatni rok studiów, napisanie pracy magisterskiej, a później… No właśnie, co później? Koniec młodzieńczych szaleństw i „poważne” życie? Nie wiem. Jeszcze zobaczymy jak to będzie, jeszcze wszystko się może zmienić.

Właśnie, zostało jeszcze coś do zrobienia. Nie bez powodu przytoczyłem ten porzucony kawałek tekstu na początku wpisu. Dwa miesiące, wychodzi na to, że strasznie długo byłem w trasie. Ale kiedyś trzeba stanąć i spojrzeć za siebie, kiedyś trzeba wrócić. Gdy wrócę spalę świat, a wracam już jutro.

Tylko nic nie mów

Czasem po prostu kończą się słowa.

Długo mnie tu nie było. To znaczy byłem, ale nie do końca widoczny. Jeszcze walają się tutaj niedokończone, nieopublikowane ochłapy wpisów tworzonych przez ostatnie miesiące. Niewystarczająco dobre lub takie, w których słowa kończyły się wcześniej niż myśli, nie wyrażając tego co miały wyrazić. Może tak po prostu miało być i ta cisza była tu potrzebna. Może to co najważniejsze nie znajduje się w słowach, a w tych pustych dniach między jedną, a druga notką. Im ich więcej tym ważniejsze myśli się w nich kryją.

Zawsze powtarzam, że jestem prostym człowiekiem. Nie widzę powodu, by się tego wstydzić, ale czasami sprawia mi to problem. Bo w tym wszystkim jestem też człowiekiem prostych słów. Kiedy zaczynam myśleć o ważnych sprawach rzadko udaje mi się przełożyć je na odpowiednie zdania. Wolę milczeć  przestraszony tym, by nie zabrzmieć głupio. W tych krytycznych momentach, gdy słowa mogłyby wszystko zmienić, nie mówię nic. Pióro łatwiej wyćwiczyć niż język. Tutaj mogę rzeźbić, tak by wszystko przybrało pożądaną formę. Z mozołem wydobywać odpowiedni kształt. Zastanawiam się tylko czemu właśnie on jest dla mnie tak ważny.

Życie powoli uczy mnie mówić. Pewnie z czasem, nawet ktoś taki jak ja może się tego nauczyć. Jednak mimo tego zawsze pozostanę człowiekiem ciszy. Ona zawsze ma idealny kształt. Nie trzeba nic zmieniać, jest doskonała sama w sobie. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że jeszcze ktoś potrafi się w nią wsłuchać i ją zrozumieć. Zrozumieć mnie.

Na koniec coś co dobrze się tu wpasowuje. A poza tym, poczułem się zauroczony tym kawałkiem od pierwszego przesłuchania.

Ile tu spokoju. Ile tu ciszy. Dziękuję.